Historia nie powtarza się dokładnie, ale rymuje się niesamowicie. Reakcja amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej na hantawirusa andyjskiego wygląda podejrzanie podobnie do pierwszych, katastrofalnych miesięcy walki z Covidem. Skala jest oczywiście mniejsza, ale uszkodzony mechanizm jest dokładnie taki sam.

Powolne testy. Chaotyczna izolacja. Moje milczenie przywództwa. Wszystko to powoduje nieprzyjemne uczucie déjà vu.

Pustka w diagnozie

Pamiętacie rok 2020? Nie wiedzieliśmy, kto jest chory, ponieważ nie mogliśmy wykonać testu. Podczas gdy w styczniu Korea Południowa przeprowadzała już tysiące testów dziennie, Stany Zjednoczone ledwo posuwały się do przodu. Oczy były zasłonięte, wiedzy brakowało.

PCR jest standardową metodą wykrywania materiału genetycznego wirusa andyjskiego. Logiczne jest założenie, że ten test jest dostępny wszędzie. Ale to nieprawda. Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) nie przeprowadzają takich testów na pacjentach. Większość laboratoriów rządowych nie ma takiej możliwości. Testy są obecnie dostępne tylko w kilku wyspecjalizowanych lokalizacjach, w tym w jednym laboratorium w Nebrasce. To jedyne laboratorium monitoruje stan szesnastu Amerykanów, którzy zeszli ze statku wycieczkowego MV Hondius. Szesnaście osób. Jedna lokalizacja.

Dlaczego to jest ważne? Ponieważ w początkowej fazie hantawirus wygląda jak grypa lub infekcja jelitowa. Kichasz, boli Cię brzuch, a lekarz stwierdza, że ​​to zwykłe przeziębienie. Bez szybkiego i powszechnego badania PCR nie będzie można rozróżnić jednego od drugiego. Brak diagnozy przyczynia się do rozprzestrzeniania się choroby. Jeśli ktoś w Ohio lub Kalifornii zostanie zarażony, brak testów tworzy zasłonę niepewności. Zasłona, w której rodzi się panika.

Niepewność sama w sobie jest zaraźliwa.

Kwarantanna? Być może nie

Strategia powstrzymania wirusa jest co najmniej… miękka. W kwietniu siedem osób opuściło ten statek, wróciło do Stanów Zjednoczonych i zalecono im monitorowanie własnego stanu zdrowia w domu. O epidemii dowiedzieli się dopiero pod koniec maja. Samoizolację utrzymuje się siłą woli. Ale siła woli zawodzi.

I tu pojawia się prawdziwe zmartwienie: hantawirus andyjski może nie wymagać długotrwałego bliskiego kontaktu, aby się zarazić. Jeszcze w 2018 roku odnotowano przypadek przeniesienia wirusa z osoby na osobę poprzez krótkotrwały kontakt. Właśnie przejeżdżam. W drodze do łazienki. Jeśli obecna epidemia będzie zachowywać się podobnie, bardziej sensowna będzie zorganizowana kwarantanna. Kwarantanna ogranicza zachowanie niezależnie od współpracy pacjenta. Samoobserwacja po prostu „prosi” o to.

W przypadku Covida zbyt długo czekaliśmy na izolację. Ponowne czekanie jest ryzykowne. Dlaczego nie wprowadzić ścisłej kwarantanny dla osób kontaktowych, jeśli podczas krótkotrwałego kontaktu między ludźmi istnieje choćby najmniejsza oznaka przeniesienia wirusa?

Cisza radiowa

Najcichszy błąd często brzmi najgłośniej. Zaufanie społeczne wyparowuje, gdy zarząd mówi jedno we wtorek, a drugie w czwartek. Covid stał się mieszaniną sprzecznych wytycznych dotyczących masek i chaosu dotyczącego szczepień. Mieszane sygnały zniszczyły zaufanie.

Co teraz mówią o hantawirusie?

Prawie nic. Rząd federalny nie zorganizował ani jednej krajowej konferencji prasowej w tej sprawie. Departament Zdrowia i Opieki Społecznej milczy. Brakuje skoordynowanych wysiłków, aby edukować społeczeństwo, na co należy zwrócić uwagę i jakie są rzeczywiste zagrożenia. Jasna, spójna i przejrzysta komunikacja nie jest luksusem. Jest to bezpośrednia odpowiedzialność.

To nie jest pandemia. Najprawdopodobniej w obecnych warunkach tak nie będzie. Ale nie o to chodzi. Słabym ogniwem naszego systemu jest struktura reakcji na zagrożenia. Wyciągnęliśmy te wnioski na własnej skórze, walcząc z wirusem, który pochłonął setki tysięcy istnień ludzkich. Teraz stoimy przed nowym zagrożeniem, ale zachowujemy się tak, jakbyśmy nigdy nie czytali instrukcji.

Czy jesteśmy gotowi na kolejny? Nie chcę stawiać zakładów.