Urodził się w Anglii w 1780 roku jako rasowy ogier o imieniu Messenger. Dla przypadkowego obserwatora był po prostu kolejnym koniem wyścigowym. Nie był najszybszy na torze. Nie był najsłynniejszym flat racerem swojej epoki. Miał jednak genetyczną iskrę, która na wieki zrewolucjonizowała amerykańskie wyścigi konne.

Jego rodowód był nienaganny, wysokiej rasy. Jego ojcem był Mambrino. Jego dziadkiem ze strony ojca był legendarny Matcham. Mimo takiego rodowodu Messengerowi trudno było wyrobić sobie markę w ojczyźnie. Płaska scena wyścigów pod koniec XVIII wieku w Wielkiej Brytanii nie doceniała jego specyficznych cech. Był zbyt stabilny. Zbyt mocny w złym kierunku dla sprinterów.

Potem przyszedł rok 1788. Statek przepłynął Atlantyk. Posłaniec przybył do Filadelfii.

To nie była łatwa transakcja. To było strategiczne posunięcie. Amerykańscy hodowcy zobaczyli to, co przeoczyło brytyjskich trenerów. Widzieli konia o ciężkiej budowie kości. Koń o wyjątkowym kłusie, potrafiący utrzymać prędkość przez wiele mil. Nie chcieli tego na torze. Chcieli tego dla rasy.

Decyzja o skrzyżowaniu Messengera z lokalnymi klaczami zmieniła wszystko.

Te wczesne krzyżówki dały potomstwo o wybuchowej zdolności kłusu. Wokół jego rodu zaczęła kształtować się rasa Standardbred. Messenger nie tylko stał się ojcem zwycięzców. Położył typ. Standard.

Jego wpływ rozprzestrzenił się na pokolenia. Jego prawnuk, Hambleton, stał się niekwestionowanym przodkiem większości współczesnych kłusaków. Za każdym razem, gdy patrzysz na dzisiejsze wyścigi zaprzęgów, widzisz rozwój dziedzictwa Messengera. Przeszedł drogę od nieodebranego konia pełnej krwi angielskiej do założyciela całej branży.

Dziwna rzecz, prawda? Jak brak sukcesów jednego konia w jednym sporcie prowadzi do dominacji w innym. Messenger nigdy nie wygrał klasycznego wyścigu. Ale wygrał długą grę. Jego DNA wciąż płynie w żyłach każdego kłusaka w oborze.