2: 02 dzień. Talia wpada do drzwi, łapiąc oddech. Przeprosiny są już na ustach. Spóźniła się na sesję coachingową. Przynajmniej tak myśli.
Jest wschodzącą gwiazdą. Dyrektor ds. reklamy w szybko rozwijającej się firmie medialnej. Niedawno awansowała. * W końcu * “przybyła”, jak się wydawało.
“Już o tym rozmawialiśmy” — mówię delikatnie. “Możesz oddychać między spotkaniami”.
Ona wydycha. To pierwszy prawdziwy oddech tego dnia. Następnie kładzie dietetyczną colę na stole. Drugi łyk tego dnia.
“Nie radzę sobie” — mówi. Słowa wiszą w powietrzu, ciężkie i uciążliwe. “Wszyscy to wiedzą”.
Dlaczego?
W zeszłym tygodniu. Prezentacja planu rocznego. Brzmiały pytania. W pokoju unosiła się niepewność. Dla talii nie było to zwykłe tarcie robocze, ale wyrok skazujący. Osoba z tytułem “Dyrektor” nie powinna być kwestionowana. Zgodnie z jej logiką. Według scenariusza, który napisała dla własnego życia.
Prawdziwy przywódca wymaga szacunku. Wizje. Jedność.
Zwróć uwagę na to słowo: * * musi**.
Słucham “powinnam”. To niewidzialne rozstępy. Za każdym razem, gdy się pojawia, widzę standard, według którego klient się mierzy. To nie jest prawdziwa osoba. To kolaż. Sklejone z reklam, profili LinkedIn i przestarzałych oczekiwań. Miraż. Migotliwy. Nieosiągalny.
Ścigamy go. Zawsze pustymi rękami. Przepaść między mirażem a rzeczywistością? To tam żyje poczucie niższości.
Talia bierze łyk coli. Zastanawiać.
“Ciągle zastanawiam się, czy jestem” dobrym” przełożonym ” — przyznaje. Brzmi w tym podtekst, ciężki od kontekstu. Zwłaszcza dla czarnej kobiety Lina, po której idzie, jest cieńsza. Nie bądź skomplikowana. Nie bądź szmatą. Bo niebo zmiażdży, jeśli okaże się * rozczarowujące*.
Dlatego pomaga. Nawet jeśli to nie jest jej zadanie. Jej harmonogram to Chaos. Spotkanie po spotkaniu. Bieganie wyścig z czasem.
Ale dokąd ona biegnie? Ona nie wie.
Zawsze w ogonie. Zawsze za mało. Kiwa głową. Tak. Dokładnie tak.
Stary problem w nowej postaci
Talia nie jest sama.
Badanie Conference Board z 2023 r.dotyczyło satysfakcji z pracy w USA. Kobieta. Od zwykłych pracowników do poziomu C-suite. Zgłaszali znacznie mniejszą satysfakcję niż mężczyźni. Nawet ci mężczyźni, którzy siedzieli obok nich.
To mgła. Gęsty i bezimienny. Przypomina mi Betty Friedan. “Mistyka Kobieca” Rok 1963. Białe gospodynie domowe. Szczęśliwe teoretycznie, gnijące w praktyce. Pakowano śniadania szkolne. Zabrali dzieci na przystanki autobusowe. Potajemnie zadając sobie pytanie: * ” czy to wszystko?»*
Rozwiązaliśmy ten problem. Albo myśleli, że zdecydowali.
Prawa polityczne. Zmiany społeczne. Możliwości zawodowe. Kobiety mogą być teraz kimkolwiek. Technicznie.
Ale pytanie pozostaje takie samo. * “Czy to wszystko?»*
Tylko w innym opakowaniu. Ideał kulturowy * * rany sukcesu * * zastąpił szczęśliwą gospodynię domową nieefektywną Superwoman. Ten, który ma czas na wszystko. Bez pocenia się. Nie prosząc o pomoc. Bez chwili wątpliwości.
Kogo naśladujesz?
Obraz wygląda inaczej dla każdego. Tło, wychowanie, pragnienia.
Ktoś chce prestiżu. Gorące” fajne ” logo firmy na koszuli. Innych zazdrosnych spojrzeń.
Inni chcą równowagi. Idealna harmonia pracy, rodziny i snu. Brak brakującej nuty.
Ktoś uwielbia utwór do partnerstwa. Sam tytuł. Wreszcie, * szacunek*.
Inni marzą o przedsiębiorczości. Elastyczny harmonogram. Dochód pasywny. Bez wysiłku.
Czy to ma znaczenie? Nie.
Nawyk jest identyczny. Nie budujesz swojego życia. Naśladujesz Fantoma. Odnoszącą sukcesy kobietę pracującą, którą * myślisz*, że powinieneś być. A nie tym, kim chcesz być.
Nie udało się skopiować Phantoma-i co się dzieje? Kwestionujesz swoją wartość. Kompetencja. Znaczenie.
Obwiniasz siebie.
Zamiast kwestionować kulturę, która sprzedała ci fałszywe nadzieje.
Poczucie niższości pochodzi z jednego miejsca: * * rany sukcesu**.
Ukułem ten termin. Pasuje. To niewidzialny ból. Błąd, który utożsamia twoją karierę z poczuciem własnej wartości. Nieświadomy nawyk. Przywiązujesz miłość i przynależność do wyników. Do tytułów. Do salda na rachunku bankowym. A nie do twojego prawdziwego człowieczeństwa.
Wiesz, że to kłamstwo. Logicznie, racjonalnie wiesz, że praca to tylko praca. Prawdziwe szczęście nie znajduje się w gabinecie w rogu budynku.
Ale głęboko w środku? Uparty głos mówi: * ” udowodnij. Udowodnij, że należysz tutaj”*.
Słyszę to codziennie. Sesje wypełnione tymi echem:
- “Mam moje ostatnie wyniki oceny”.
- “Zawsze mogłem zrobić więcej”.
- “Czy jestem na dobrej drodze?»
- “Ukośne spojrzenie mojego szefa psuje mi tydzień”.
- “Jeśli się zrelaksuję, stracę atuty”.
- “Sny są zbyt przerażające, aby zacząć”.
- “Odniosłam sukces. Dlaczego więc czuję pustkę?»
- “Wszystko to zostanie wkrótce odebrane”.
- “Nie mogę cieszyć się zwycięstwem, dopóki nie przejdę do następnego celu”.
Talia czyta listę. Powoli kiwa głową.
“To ja.
Więc dlaczego? Czy to perfekcjonizm? Syndrom oszusta?
To są łatwe odpowiedzi. Typowe diagnozy.
To są objawy. Nie choroba.
Syndrom oszusta sprawia, że kwestionujesz swoje umiejętności. Perfekcjonizm wymaga niemożliwych standardów. Rana sukcesu jest głębsza. To podstawowe przekonanie: * * jesteś godny tylko wtedy, gdy odniesiesz sukces**.
Kieruje dwoma pierwszymi. Uzdrowienie wymaga przede wszystkim spojrzenia tutaj.
Pogoń za cieniami
Zbieram dane od sześciu lat. Kwestionariusz. Ponad dwa tysiące odpowiedzi. Profesjonalne kobiety szukające pomocy.
Zadałem proste pytanie. “Jakie trzy rzeczy psują twoją satysfakcję z kariery?»
Ludzie wybierają trzy opcje. Matematyka staje się trudna. Wzory są jasne.
-
-
- Perfekcjonizm**: 60%
-
-
-
- Zespół oszusta**: 40%
-
-
-
- Zwlekanie**: 25%
-
-
-
- Brak granic: 55%
** * “Nie ta praca” : 65%
- Brak granic: 55%
-
Popatrzeć. Obwiniają swoje nawyki. Swoje myślenie. Swoje szczęście.
Nic z tego nie jest przyczyną.
To są objawy. Krzyki podświadomości próbującej sobie poradzić. Wiążą tożsamość z wynikiem.
Wróćmy do talii. Jej samoocena zależy od tego, jak widzi ją zespół kierowniczy. Dlatego się przeciąży.
Dąży do doskonałości. Ponieważ niedoskonałość jest odrzuceniem.
Ignoruje granice. Ponieważ odrzucenie to utrata miłości.
Zwleka. Ponieważ porażka jest bezpieczniejsza niż potępienie.
Naprawiamy powierzchnię. Budujemy najlepsze kalendarze. Ćwiczymy mówienie “nie”.
Zostawiamy zepsuty silnik. I zastanawiamy się, dlaczego wciąż utknęliśmy. Wciąż biegamy. Wciąż głodny aprobaty, która nigdy nie zmienia swoich zasad.
Jak myślisz, kim powinieneś być zawodowo?
A kim byś był, gdyby nikt nie oglądał?



















